Reklama

Motopisarz z Wąbrzeźna [wywiad]

Gazeta CWA
02/03/2026 12:13

Wiktor Zakrzewski przedstawia się jako pisarz, podróżnik i motocyklista. Pisze o sobie: żyję z pasją do podróżowania i pisania. Wierzę, że każdy dzień to nowa szansa na odkrywanie siebie oraz świata wokół mnie. Moje historie łączą emocje, prawdziwe doświadczenia i refleksje, które chcę dzielić z innymi.

Wiktor Zakrzewski zadał na swoim Facebooku pytanie, czy lepiej mu z aureolą, czy bez. W komentarzach przeczytał: „Twój wzrok mówi sam za siebie”; „Wiktor z aureolą czy bez zawsze super; lepiej bez. Aureola zobowiązuje”; „Zdecydowanie bez i bez aureoli robisz dużo pożytecznych rzeczy”; „Wiciu, z aureolą i z warkoczykami, jak szaleć to szaleć”; „To zależy od sytuacji. Generalnie rzecz biorąc to jednak bez aureoli, ale zawsze z poczuciem humoru”; „Glaca na tle księżyca to nie aureola”.

To kilka z wielu wpisów pod Pańskim postem. Publikowaliśmy relacje z motocyklowych wojaży po Europie, pisaliśmy też o wydanych książkach Pańskiego autorstwa i wiemy, że niełatwo się dodzwonić, w związku z innymi obowiązkami zawodowymi. Jak więc godzi Pan swoje pasje życiowe?

Reklama

– Jestem wielkim szczęściarzem, gdyż robię to co lubię. Moja aktywność sprawia mi frajdę. Nie jestem więc sfrustrowany, jak niektórzy ludzie nienawidzący swojej pracy. Przyznaję, że mam mało wolnego czasu, lecz to kwestia wyboru. Znam wielu ludzi, którzy narzekają, że nie mają na nic czasu, a tak naprawdę wracają do domu na obiad i siedzą przed przysłowiowym telewizorem, bo przecież muszą odpocząć. Ja kończę pracę o 17:00. Trzy razy w tygodniu idę na siłownię, zadbać o siebie, głównie pod kątem zdrowia. Brak ruchu w dzisiejszych czasach jest główną przyczyną wielu chorób. Wracam do domu wieczorem i przygotowuję sobie posiłek na kolejny dzień, pranie, sprzątanie, czyli to co każdy z nas doskonale zna. Nie da się tego nie robić. W międzyczasie zawsze znajdzie się chwila na przyjemności takie jak obejrzenie jakiegoś filmu, poczytanie książki czy spotkanie z przyjaciółmi. Gdy nadchodzi wiosna, a wraz z nią rozpoczyna się sezon motocyklowy, wszystko się zmienia. No, może nie wszystko, ale wtedy staram się więcej czasu poświęcać na jedną ze swoich pasji, czyli jazdę motocyklem. Nie zawsze są to dalekie podróże. Czasem to godzina lub dwie jeżdżenia przed siebie. Bez celu? Można by tak rzec, lecz dla mnie to ładowanie akumulatorów. Oczyszczanie umysłu. Chwile spędzone na motocyklu pozwalają mi radzić sobie z codziennymi wyzwaniami oraz są najlepszym czasem relaksu. Po takiej przejażdżce mam znów siłę oraz energię na pracę oraz inne zadania, które na mnie czekają.

Reklama

W swojej wizytówce podał Pan na pierwszym miejscu pisarstwo. Czy jest ono najważniejsze?

– Pisanie dla mnie jest formą refleksji. Możliwością podzielenia się swoimi myślami z innym człowiekiem. Nie jest najważniejsze, bo co to niby znaczy? Wszystko co robię, jest istotne. Przynajmniej dla mnie. W życiu potrzebna jest równowaga i tak samo w tym przypadku. Piszę, bo lubię. Piszę, bo chcę. Żebym jednak miał o czym pisać, muszę żyć, czyli pracować, spotykać się z ludźmi, odpoczywać. Gdybym siedział w domu i tylko zajmował się pisaniem, co nie oszukujmy się, w moim przypadku nie jest dochodowym zajęciem, skąd miałbym brać pomysły? Świat, w którym żyję, daje najlepsze natchnienie i pozwala opisywać to, co się poznaje.

Reklama

Podróżowanie po świecie, jako drugie, może odbywać się inaczej niż na motocyklu?

– Oczywiście, że tak. Uwielbiam podróżowanie jednośladem i taki sposób poznawania świata najbardziej mi odpowiada. Nie znaczy to jednak, że jestem zamknięty na inne formy podróży. W 2024 roku chociażby poleciałem wraz z bratem do Wietnamu. Była więc podróż samolotem. Przejechaliśmy ponad dwa tysiące kilometrów z północy na południe kraju, poruszając się przeróżnymi środkami transportu. Były pociągi, autokary, łodzie, riksze, samochody zwane taksówkami. Wiele kilometrów przeszliśmy pieszo, podziwiając ten niezwykle urokliwy zakątek świata. Był oczywiście epizod podróży jednośladem, gdyż wynajmowaliśmy skutery. Zawsze wybierając się w podróż, w pierwszej kolejności biorę możliwość jazdy motocyklem. Wynika to z pasji, lecz czasem, gdy jest to niemożliwe technicznie lub poza moimi możliwościami finansowymi, wybieram inny rodzaj transportu. Zawsze przecież można wynająć sprzęt na miejscu, co doskonale widać było w przypadku Wietnamu.

Reklama

We wcześniejszych rozmowach dowiedziałam się, że dokonał Pan aktu apostazji. Czy może Pan opowiedzieć, dlaczego tak się stało?

– Dokonałem aktu apostazji z kilku powodów. Każdy z nich był i nadal jest istotny. Po pierwsze nie wierzę w Boga, ani żadną inną istotę wyższą. Na świecie jest ponad 5000 religii i każdy z wyznawców uważa, że akurat jego bóg jest tym jedynym prawdziwym, a pozostali są dziecinnymi wymysłami. Jak zatem miałbym dokonać wyboru, że ten czy inny bóg jest prawdziwy i mam w niego wierzyć? W Boga chrześcijan, bo urodziłem się w takiej, a nie innej części świata? Dlatego, że społeczność, w której funkcjonuję, ma narzucony taki, a nie inny system wartości i przekonań? Po drugie, nikt mnie nie pytał, czy chcę należeć do wspólnoty chrześcijańskiej i dzielić z resztą swoje przekonania w tej materii. Chrztu dokonuje się w wieku niemowlęcym, gdy człowiek nie jest niczego świadomy i nie może zadecydować o sobie. Na siłę tak naprawdę wpycha się go w pewien system i zmusza poprzez indoktrynację od najmłodszych lat, aby wierzył w coś nierealnego. Jest to rodzaj gwałtu na psychice człowieka i pozbawianie go możliwości wyboru! Po trzecie, jeżeli religia musi straszyć piekłem, czyli wiecznymi mękami w ogniu, wrzącej smole i tym podobnymi bredniami, to co to za wartość? Nie jest na tyle dobra, aby człowiek sam chciał w niej trwać. Kiepska sprawa. Po czwarte to sama instytucja Kościoła katolickiego. Jest tak niesamowicie zakłamana. Pełna hipokryzji, buty, łajdactwa i wszystkiego najgorszego, czego można się spodziewać po człowieku. Kler miesza się do polityki, życia zwykłych ludzi, pragnąc tylko pieniędzy oraz władzy. Ostatnimi czasy coraz więcej ujawnianych jest zbrodni Kościoła katolickiego i nie mówię tu o milionach zabitych w imię Boga przez tak zwaną świętą inkwizycję. Popieranie i kolaborowanie Watykanu i kleru ze zbrodniarzami pokroju Hitlera, Mussoliniego, czy Stalina. To również wszystkie afery ukazujące przerażającej wielkości problem pedofilii wśród księży i nie tylko. To cały wieloletni proceder tuszowania tych zbrodni. Z poczucia obowiązku w tym momencie przypomnę, że mowa tu o gwałceniu dzieci, czyli tych małych, bezbronnych ludzi, którzy winni być najbardziej przez nas chronieni. O gromadzeniu niesamowitych ilości środków finansowych w każdej możliwej formie, jednocześnie nawołując wiernych do życia w ubóstwie. Jestem przekonany, że problem głodu na świecie można by rozwiązać praktycznie „od ręki”, gdyby tylko wykorzystać niewielką część pieniędzy, jakimi dysponuje Kościół katolicki. Piąty i już ostatni powód, chociaż mógłbym wymieniać jeszcze długo, jest to finansowanie Kościoła w Polsce z budżetu państwa. Przypominam, że państwo nie ma własnych pieniędzy. Pozyskuje środki od obywateli w postaci zbieranych podatków, opłat urzędowych, mandatów oraz innych danin na swoją rzecz. Mówiąc wprost to z naszych pieniędzy tworzony jest budżet. Zatem finansowanie jakiejkolwiek instytucji jest przekazywaniem między innymi moich pieniędzy na ten cel. W tym przypadku sobie tego nie życzę. Wiem, wiem. Mogę sobie pogadać, lecz z drugiej strony politycy zawsze mają proste wytłumaczenie. 90 % Polaków to katolicy, więc możemy dawać pieniądze na Kościół. Bardzo ważne jest zatem, aby jak najwięcej osób, które nie czują się katolikami, dokonało aktu apostazji, aby móc skutecznie wytrącić z rąk rządzących ten bzdurny argument.

Reklama

Czym zaskoczy nas Pan w najbliższej przyszłości: kolejną książką, egzotyczną podróżą czy jeszcze nie do końca określonym pomysłem? Znając Pańską kreatywność, można spodziewać się wszystkiego. Zechce Pan uchylić rąbka tajemnicy?

– Pomysłów jest wiele zarówno w kwestii podróży jak i nowych pozycji książkowych. Przyznam szczerze, że ciężko jest wydawać nowe książki mało znanemu autorowi, gdyż są to spore koszty. Wydawnictwa wolą stawiać na znane i sprawdzone nazwiska autorów, których książki się sprzedają. Chcą zarobić i trudno mieć do nich o to pretensje. Po to prowadzi się biznes, aby zarabiać. Ja wydając książkę, ponoszę wszystkie koszty, od korekty, przez redakcję, projekt okładki, grafiki lub zdjęcia jeżeli są, jak na przykład w mojej ostatniej książce „FKK, czyli fantastyczna książka kucharska.” Do tego dochodzi jeszcze druk. O promocji i sprzedaży nie wspominając. Wszystko kosztuje, a dla mnie jako niezależnego i mało znanego autora to spore obciążenie. Z każdym sprzedanym egzemplarzem książki zwraca mi się część nakładów jakie musiałem ponieść, aby książka mogła trafić w ręce czytelnika. Przyznam się, że dwie książki leżą i czekają na to, by wreszcie jakieś wydawnictwo zechciało je wydać lub ja zdecyduję się, aby je wydać. Kolejna pozycja się pisze. To, że moje historie nie sprzedają się w milionach egzemplarzy, nie znaczy, że nie będę więcej pisał. Jeżeli chodzi o podróże, to w kwietniu wybieramy się we trójkę z przyjaciółmi do Turcji. Oczywiście na wyprawę motocyklową, co będę jak zawsze relacjonował na swoich mediach społecznościowych, a po powrocie obszerną relację zamieszczę na swojej stronie www.motopisarz.pl. Serdecznie zachęcam do odwiedzania, oglądania, czytania oraz komentowania.

Reklama

Na sam koniec powiem tylko, że na jesień mam zaplanowaną kolejną podróż. Nie zdradzę w jaki region świata się wybieram, ale gwarantuję, że będzie ciekawie.

Z Wiktorem Zakrzewskim rozmawiała B. Walas, Fot. nadesłane

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wabrzezno-cwa.pl




Reklama